RaspberryPi

TRIM/UNMAP w dyskach SSD podłączonych via adapter USB-SATA na linux

Jakiś czas temu opisywałem jak na Debianie włączyć obsługę mechanizmu TRIM (realizowanego przez polecenie fstrim ) na podpiętych do komputera dyskach SSD. Problem w tym, że dyski SSD, z którymi będziemy wchodzić w interakcję, nie zawsze będą podłączane do dedykowanych portów SATA/mSATA. Jak zachowa się zatem nasz linux, gdy będziemy chcieli podłączyć po portu USB zewnętrzny dysk SSD? Przez zewnętrzny dysk USB nie mam na myśli dedykowanych zewnętrznych dysków USB, bo te raczej nie powinny sprawiać kłopotów. Chodzi mi bardziej o wewnętrzne dyski SSD (np. ze starego laptopa), które zamkniemy w dedykowanej obudowie USB, lub też będziemy taki dysk podłączać na krótko za pomocą adaptera USB-SATA. W takich przypadkach zwykle kernel linux'a nie odważy się włączyć wsparcia dla TRIM dla nośników SSD i tak właśnie się stało w przypadku mojego nowo zakupionego dysku od Goodram, a konkretnie jest to model SSDPR-CX400-02T-G2 , który to został podłączony do portu USB3 mojego Raspberry PI (i Debiana) przy pomocy kabelka USB-SATA (Unitek USB3.1 USB-A to 2.5" SATA6G). Przez kilka miesięcy dysk sprawował się bez zarzutu ale ostatnio przy próbie wgrania na niego danych (przez sieć), transfer spadł do dosłownie pojedynczych MiB/s. Poszukałem trochę informacji i okazało się, że dla tego typu nośników trzeba ręcznie włączyć TRIM, o ile będzie to w ogóle możliwe.

Wsparcie dla WiFi w initramfs/initrd by odszyfrować LUKS przez SSH bezprzewodowo

W poprzednim artykule, który traktował o odszyfrowaniu kontenera LUKS przez SSH z poziomu initramfs/initrd na Raspberry Pi, została poruszona kwestia adresacji IP, która w opisanym tam rozwiązaniu miała pewne ograniczenia. Chodziło o to, że połączenie SSH do RPI mogło być realizowane jedynie przez przewodowy interfejs sieciowy eth0 . Trzeba było zatem się zastanowić nad rozwiązaniem, które umożliwiłoby korzystanie również z bezprzewodowego interfejsu WiFi, tj. wlan0 . Celem niniejszego wpisu jest pokazanie w jaki sposób można dorobić wsparcie dla połączeń WiFi w naszej malinie, tak by szło odszyfrować kontener LUKS przez SSH, w sytuacji gdy z jakiegoś powodu nie chcemy lub też nie możemy korzystać z przewodowego interfejsu sieciowego tego minikomputera z zainstalowanym system RasPiOS/Raspbian.

Odszyfrowanie LUKS przez SSH z poziomu initramfs/initrd na Raspberry Pi

Od paru dni bawię się swoim Raspberry Pi w kontekście zaszyfrowania jego systemu RasPiOS/Raspbian. O ile samo zaszyfrowanie tego minikomputera przy pomocy mechanizmu LUKS nie było jakoś specjalnie trudne, to trzeba było pomyśleć nad rozwiązaniami mającymi ułatwić otworzenie takiego zaszyfrowanego kontenera przy starcie systemu. Póki co udało się wypracować w miarę zadowalające rozwiązanie wykorzystujące dedykowane urządzenia USB w roli klucza, bez którego system się nie uruchomi. Są jednak i inne rozwiązania, które mogą nam pomóc odszyfrować system RPI bez potrzeby fatygowania się do pomieszczenia i wtykania w jej port USB jakiegoś pendrive. Mowa o zaprzęgnięciu usługi SSH, która by została uruchomiona w fazie initramfs/initrd, chwilę przed wpisaniem hasła do kontenera LUKS. Takie rozwiązanie wymaga jednak zainstalowania innego serwera SSH, tj. Dropbear, pogodzenia go z serwerem OpenSSH oraz też trzeba odpowiednio przygotować sam obraz initramfs/initrd. Po pomyślnym skonfigurowaniu systemu, będziemy się logować do Raspberry Pi przez SSH i wpisywać hasło do kontenera LUKS, a jeśli to hasło będzie prawidłowe, to system zostanie odszyfrowany i uruchomiony.

Wykorzystanie nośnika USB jako klucz do odszyfrowania Raspberry Pi (LUKS)

Ostatnio udało mi się zaszyfrować swojego Raspberry Pi 4B przez wdrożenie kontenera LUKS i upchnięcie w nim wszystkich danych z partycji / zainstalowanego w tym urządzeniu systemu RasPiOS/Raspbian. To jednak nie był koniec pracy, bo taki zaszyfrowany system na RPI ma szereg wad. Tym główniejszym uniedogodnieniem jest wpisywanie hasła na początku fazy boot, by pełny start systemu był w ogóle możliwy. Sytuacja się komplikuje, gdy do naszego minikomputera nie mamy podłączonego monitora i/lub klawiatury. Ten zaistniały problem można rozwiązać na kilka sposobów, np. przez zaprzęgnięcie do pracy dodatkowego nośnika USB w celu umieszczenia na nim pliku klucza (keyfile). Niemniej jednak, można pójść o krok dalej i wykorzystać samo urządzenie jako klucz i gdy takiego pendrive nie podłączymy do portu USB naszej maliny, to system nam się nie uruchomi. Te dwa rozwiązania są bardzo podobne do siebie ale to drugie jest nieco bardziej odporne na ewentualne problemy ze skasowaniem pliku klucza, co może nam się przytrafić, gdy taki pendrive jest wykorzystywany w roli regularnego nośnika danych przechowującego dla niepoznaki jakieś pliki. Tak czy inaczej oba te sposoby zostaną opisane w niniejszym artykule.

Jak zaszyfrować Raspberry Pi (RasPiOS/Raspbian, LUKS)

Ostatnio napisał do mnie pewien osobnik, który miał dość spory problem z zaszyfrowaniem swojego Raspberry Pi. Po wymianie kilku maili zacząłem tracić rozeznanie w całej tej sytuacji i doszedłem do wniosku, że najwyraźniej zaszyfrowanie systemu maliny nie jest rzeczą trywialną. Postanowiłem zatem rzucić okiem na swojego RPI i sprawdzić czy są tutaj faktycznie jakieś odstępstwa od tradycyjnego szyfrowania na bazie LUKS w stosunku do szyfrowania spotykanego w pierwszej lepszej dystrybucji linux'a, takiej jak Debian czy Ubuntu. Pobrałem więc ze strony Raspberry Pi najnowszy obraz systemu RasPiOS/Raspbian, wrzuciłem go na kartę SD przy pomocy dd i okazało się, że w zasadzie większych problemów z zaszyfrowaniem mojej maliny nie było. Przyznać trzeba, że informacje na temat szyfrowania RPI, które można spotkać na internetach, są w przeważającej większości bardzo słabej jakości i mam wrażenie, że pisane przez osoby, które nie do końca się zainteresowały poruszanym przez siebie zagadnieniem. Postanowiłem zatem na przykładzie mojego Raspberry Pi 4B opisać w miarę dokładny sposób od początku do końca jak przeprowadzić cały ten proces szyfrowania danych na karcie SD, którą podpinamy do naszego minikomputera.

Chroot do 32-bit systemu ARM z poziomu 64-bit linux'owego hosta

Eksperymentując ostatnio z moją maszynką Raspberry Pi 4B, zaszła potrzeba, by zejść do systemu RasPiOS/Raspbian przy pomocy mechanizmu chroot. Problem w tym, że system wyrzuca komunikat: chroot: failed to run command ‘/bin/bash’: Exec format error . Niby wszystko jest na swoim miejscu ale ta widoczna wyżej wiadomość nie chce zniknąć uniemożliwiając tym samym dalszą zabawę z RPI. Okazało się, że winna jest tutaj architektura CPU. Mój laptop działa pod kontrolą 64-bitowego Intel'owskiego procesora (x64, x86-64, AMD64), na którym uruchomiony jest również 64-bitowy Debian linux. Z kolei Raspberry Pi ma 64-bitowy procesor ARM (ARMv8-A) działający pod kontrolą 32-bitowego systemu operacyjnego. Te dość spore rozbieżności sprawiają, że nie damy rady skorzystać z chroot, przynajmniej nie bez zaprzęgnięcia do tego celu emulatora QEMU.

Zarządzanie Raspberry Pi 4B z LibreELEC przez VNC/SPICE

Do konfiguracji systemu LibreELEC, który jest zainstalowany na moim Raspberry Pi 4B nie potrzebuję żadnego monitora czy wyświetlacza, a wszystkie prace administracyjne związane z tym małym komputerem ogarniam po SSH. Niemniej jednak, są pewne rzeczy, których się po SSH nie da skonfigurować. Chodzi generalnie o konfigurację Kodi i sprawy związane z domowa wideoteką. Ten Raspberry Pi 4B jest podłączony do TV, zatem bez problemu można przez graficzny interfejs Kodi skonfigurować to, co potrzeba. Niemniej jednak konfigurowanie Kodi przez aplikację na Androida (Kore) nie należy do najłatwiejszych zadań. Nie uśmiecha mi się też ciągle latać z myszą i klawiaturą w celu podłączania ich do portów USB maliny. Nie mam też w zasadzie zewnętrznego monitora HDMI, bo od lat używam jedynie laptopów. Pomyślałem zatem, by zrobić użytek z protokołu VNC/SPICE i przesłać obraz z Raspberry Pi 4B przez sieć do mojego laptopa. W ten sposób odpadłoby mi ciągłe przemieszczanie się między pokojami i byłbym w stanie podejrzeć obraz TV na ekranie monitora w moim laptopie przy jednoczesnym zachowaniu możliwości używania myszy i klawiatury, co by mi bardzo zaoszczędziło czas przy konfiguracji Kodi.

Raspberry Pi, LibreELEC, Kodi i zdalne logi via rsyslog

Parę lat temu, gdy pojawił się u mnie w domu bezprzewodowy router WiFi, postanowiłem wgrać na niego linux'a w postaci OpenWRT. Pierwszym kluczowym elementem konfiguracyjnym tego urządzenia było przesłanie jego logów systemowych przez sieć do mojego laptopa, tak by wszystkie zarejestrowane komunikaty zostały wyświetlone na konsoli mojego komputera z zainstalowanym Debianem. W ten sposób nie musiałem się co chwila logować na router po SSH (czy też przez panel webowy), by sprawdzić czy aby na pewno z tym urządzeniem jest wszystko w porządku. Teraz, po nabyciu Raspberry Pi 4B i wgraniu na niego LibreELEC z preinstalowanym Kodi, mam dokładnie to samo zadanie do zrealizowania. Trzeba zatem znaleźć sposób na przesłanie wszystkich logów generowanych przez system LibreELEC do demona rsyslogd , który jest uruchomiony na zdalnej maszynie.

Montowanie dysków USB na Raspberry Pi z LibreELEC w trybie tylko do odczytu

Po paru dniach zabawy z LibreELEC na Raspberry Pi 4B mogę powiedzieć, że ten system ma w zasadzie wszystko to, co jest potrzebne przy zabawie z Kodi/XBMC i przerabianiu maliny na domowe centrum multimediów. Niestety jednak, w moim przypadku pojawił się jeden problem, który dotyczył montowania zasobów (konkretnie dysku HDD). Chodzi generalnie o to, że LibreELEC nie umożliwia zdefiniowania własnych punktów montowania i opcji dla tych punktów. W ten sposób wszystkie dyski USB podłączone do Raspberry Pi 4B będą działać w trybie do zapisu. Teoretycznie LibreELEC (czy Kodi) nie powinien nic na tych dyskach zapisywać sam z siebie. Niemniej jednak, system plików NTFS działający w trybie do zapisu na maszynie z linux, która nie ma podłączonego żadnego UPS'a, budzi u mnie lekki dyskomfort psychiczny. Chciałem zatem swój dysk zamontować w trybie tylko do odczytu ale polityka LibreELEC na to domyślnie nie pozwala, co nie znaczy oczywiście, że tego zadania się nie da zrealizować.

Nie działa wentylator i przycisk Power w Argon One Pi4 na LibreELEC (Raspberry Pi 4B)

Ostatnio wpadł mi w łapki minikomputer Raspberry Pi 4B (wersja z 2G RAM). Chciałem wykorzystać go w roli serwera multimediów na bazie Kodi/XBMC i podpiąć go pod TV. Jako, że procesory tych malinek czasem potrafią się mocniej rozgrzewać, to do całego zestawu wziąłem również aluminiową obudowę z wentylatorem Argon One Pi4. Po pobraniu najnowszego Raspberry Pi OS, zainstalowaniu go oraz dociągnięciu skryptu producenta obudowy, przyszła pora na poddanie tego RPI stres testowi, w którym temperatura CPU nie wzrosła w zasadzie powyżej 52°C. Niemniej jednak, ten Raspberry Pi ma realizować dwa zadania, tj. serwować filmy z domowej wideoteki oraz umożliwić oglądanie VoD/strimingu video, w tym też materiały na YouTube. Dlatego właśnie potrzebny jest Kodi/XBMC, który nie wymagałby większych nakładów pracy przy konfiguracji tej zabawki. Tak właśnie natrafiłem na projekt LibreELEC, który to dostarcza system operacyjny na bazie linux'a wraz z wbudowanym Kodi uruchamiającym się automatycznie bez zbędnej dodatkowej konfiguracji. Problem z tym LibreELEC jest natomiast taki, że standardowo nie da rady ani zaprogramować przycisku Power w obudowie Argon One Pi4, ani ustawić progów temperatury dla jej wentylatora. Niemniej jednak, istnieje sposób by to zrobić i właśnie temu zagadnieniu będzie poświęcony niniejszy wpis.