Prywatność

Jak blokować rozmowy GSM w smartfonie z Androidem (YACB)

Czy przytrafiła może wam się taka sytuacja, w której to ktoś dzwonił do was z niewiadomego numeru i przy tym nie był to nikt, kto by zasługiwał na jakąś większą uwagę z waszej strony? Zwykle, gdy mam do czynienia z kimś takim, to nawet nie odbieram telefonu. Niemniej jednak, najwyraźniej jeden z moich numerów ostatnio stał się celem ataku jakiegoś spamera z bliżej nieokreślonego call center i ten czteroliterowy osobnik wydzwania do mnie od kilku dni średnio co 20 minut i to z wielu różnych numerów. Do tej pory spamerzy w zasadzie omijali mnie szerokim łukiem ale zachowanie tej dość nieuprzejmej osoby sprawiło, że postanowiłem opracować jakieś rozwiązanie na wypadek, gdyby takich osobników z gatunku "brakującego ogniwa ewolucji Homo sapiens" było więcej. Po chwili wertowania netu udało mi się znaleźć appkę, co się zwie Yet Another Call Blocker (YACB), która w zasadzie jest tym, czego standardowo brakuje w każdym smartfonie z Androidem na pokładzie, tj. dość zaawansowanego filtra rozmów przychodzących realizowanych w przestarzałej już technologi GSM, czyli w zwykłych rozmowach telefonicznych na komórkę. Jako, że ten YACB jest bardzo ciekawym kawałkiem oprogramowania i do tego w pełni OpenSource (dostępnym w repozytorium F-Droid), to postanowiłem napisać o nim kilka słów, bo jest to wręcz nieocenione narzędzie w walce z wszelkim syfem pokroju różnych spamerów z call center.

Szyfrowany DNS z dnscrypt-proxy i dnsmasq na Debian linux

Ostatnio na forum dug.net.pl jeden z użytkowników miał dość spory problem z ogarnięciem zadania polegającego na zaszyfrowaniu zapytań DNS z wykorzystaniem dnscrypt-proxy i dnsmasq. Ładnych parę lat temu opisywałem jak skonfigurować te dwa narzędzia na Debianie (i też na OpenWRT), choć od tamtego czasu w świecie linux'owym trochę rzeczy się pozmieniało. Dla przykładu, dnscrypt-proxy przeszedł gruntowną przebudowę, no i też systemd jest w powszechniejszym użyciu niż to miało miejsce w tamtych czasach, przez co w sporej części przypadków usługi takie jak systemd-networkd.service czy systemd-resolved.service są już włączone domyślnie. Zatem sporo informacji zawartych w tych napisanych przeze mnie artykułach już niekoniecznie może znaleźć obecnie zastosowanie. Dlatego też pomyślałem, że nadszedł już czas, by ździebko zaktualizować tamte wpisy. Ostatecznie stanęło jednak na tym, by w oparciu o te artykuły napisać kompletnie nowy tekst na temat szyfrowania zapytań DNS na linux przy wykorzystaniu oprogramowania dnscrypt-proxy oraz dnsmasq i zawrzeć w nim te wszystkie ciekawsze informacje, które udało mi się pozyskać przez te ostatnie lata w kwestii poprawy bezpieczeństwa i prywatności przy przeglądaniu stron WWW.

Jak zmusić jeden proces do korzystania z VPN na linux (OpenVPN)

Parę dni temu na forum dug.net.pl pojawiło się zapytanie dotyczące skonfigurowania linux'a w taki sposób, by ten umożliwił pojedynczemu procesowi w systemie (i tylko jemu) korzystanie z VPN, podczas gdy wszystkie pozostałe aplikacje korzystają ze standardowego łącza internetowego naszego ISP. Oczywiście to niekoniecznie musi być tylko jeden proces, bo to zagadnienie można rozciągnąć też na większą grupę procesów jednego lub więcej użytkowników. By to zadanie zrealizować, trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że każdy proces w linux ma swojego właściciela, a ten właściciel przynależy do co najmniej jednej grupy. Dzięki takiemu rozwiązaniu, każdy proces w systemie ma przypisany m.in. identyfikator użytkownika (UID) oraz identyfikatory grup (GID), z którymi działa i na podstawie których to linux przyznaje uprawienia dostępu do różnych części systemu, np. urządzeń czy plików na dysku. W ten sposób możemy bardzo prosto ograniczyć dostęp do określonych zasobów konkretnym użytkownikom (bardziej ich procesom). Problem się zaczyna w przypadku sieci, gdzie w zasadzie dostęp do internetu ma domyślnie przyznany każdy proces. Naturalnie możemy skonfigurować filtr pakietów i zezwolić tylko części aplikacji na dostęp do sieci ale w dalszym ciągu, gdy tylko odpalimy VPN (w tym przypadku OpenVPN), to każdy proces mający prawo wysyłać pakiety sieciowe będzie je przesyłał z automatu przez VPN, jak tylko to połączenie zostanie zestawione. Istnieje jednak sposób, by nauczyć linux'a aby tylko procesy określonych użytkowników czy grup miały dostęp do VPN i gdy to połączenie zostanie zerwane, to te procesy nie będą mogły korzystać ze standardowego łącza internetowego. Trzeba jednak zaprzęgnąć do pracy iptables / nftables , tablice routingu oraz nieco inaczej skonfigurować klienta OpenVPN.

Jak włączyć stabilne adresy prywatne w IPv6 na linux

Jakiś już czas temu opisywałem jak włączyć rozszerzenia prywatności IPv6 na Debianie (IPv6 Privacy Extensions) w przypadku korzystania z mechanizmu automatycznej konfiguracji adresacji hostów SLAAC (StateLess Address AutoConfiguration). Miało to za zadanie poprawić nieco prywatność osób podłączonych do internetu za sprawą protokołu IPv6, bo generowane adresy IP standardowo zawierają adresy MAC kart sieciowych (identyfikator EUI64). Parę dni temu dowiedziałem się, że w linux można również aktywować inny mechanizm zwany stabilnymi adresami prywatnymi (stable-privacy addresses), które to wykorzystują inny system przy generowaniu identyfikatorów interfejsów sieciowych. Ten mechanizm sprawia, że część adresu IPv6 odpowiedzialna za identyfikację hosta ma losowe, choć stabilne wartości, które nie mają nic wspólnego z adresem MAC karty sieciowej naszego komputera. W ten sposób możemy ukrócić śledzenie nas w sieci na podstawie adresu IPv6. Poniższy artykuł ma za zadanie pomóc skonfigurować nam te stabilne adresy prywatne na linux oraz pokazać w jaki sposób są one w stanie pomóc naszej prywatności.

Jak włączyć w Firefox ESNI (Encrypted SNI)

Obecnie szyfrowanie zapytań DNS staje się powoli normą za sprawą protokołu DoH (DNS over HTTPS) lub DoT (DNS over TLS). Można by zatem pomyśleć, że wraz z implementacją szyfrowania tego kluczowego dla działania internetu protokołu (przynajmniej z naszego ludzkiego punktu widzenia), poprawie ulegnie również nasza prywatność w kwestii odwiedzanych przez nas stron WWW. Niemniej jednak, w dalszym ciągu można bez problemu wyciągnąć adresy domen, które zamierzamy odwiedzić. Nie ma przy tym żadnego znaczenia ile stron jest hostowanych na danym adresie IP, ani nawet fakt, że ruch do serwera WWW będzie szyfrowany (w pasku adresu wpiszemy https:// ) z wykorzystaniem protokołu SSL/TLS (w tym również TLS v1.3). Wszystko przez rozszerzenie SNI (Server Name Indication), którego to zadaniem jest umożliwienie jednemu serwerowi na prezentowanie wielu certyfikatów hostowanych w jego obrębie domen. Dzięki takiemu rozwiązaniu, każda domena może szyfrować ruch niezależnie od siebie na linii serwer<->klient (używać innych kluczy szyfrujących). Niemniej jednak, podczas nawiązywania szyfrowanego połączenia, w pakiecie ClientHello przesyłanym do takiego serwera musi znaleźć się nazwa domeny, której to certyfikat serwer będzie musiał nam przedstawić. Niestety ten pakiet jest przesyłany przez sieć otwartym tekstem, przez co każdy, kto podsłuchuje naszą komunikację (w tym też nasz ISP), bez problemu może ustalić na jakie strony internetowe wchodzimy. Ostatnimi czasy jednak pojawiły się dwa rozszerzenia ECH (Encrypted Client Hello) oraz ESNI (Encrypted SNI), które mają zaadresować problemy związane z prywatnością przez pełne zaszyfrowanie pakietu ClientHello lub też zaszyfrowanie jedynie pola SNI w tym pakiecie. Póki co, prace nad tymi rozszerzeniami nie są jeszcze skończone ale Firefox w połączeniu z CloudFlare powoli testują ESNI. Postanowiłem zatem dobrowolnie przyłączyć się do grupy testerów i wdrożyć na swoim linux'ie to rozszerzenie ESNI dla przeglądarki Firefox.

Jak zmienić hostname w telefonie z Androidem

Przeglądając ostatnio listę sprzętów podłączonych do mojego routera WiFi, zauważyłem, że niektóre pozycje na niej w polu z hostname mają coś na wzór android-4c52c33baae0b4fa . Pierwsza część nazwy tego hosta wskazuje na system operacyjny, a drugi kawałek to unikalny numerek ID. Nie jestem zbytnio fanem rozgłaszania takich informacji publicznie, bo mogą one ułatwić ewentualne ataki, oraz też identyfikują jednoznacznie dane urządzenie (osobną kwestią jest adres MAC karty sieciowej). Ponadto, mając w sieci wiele mobilnych urządzeń, ciężko jest czasem połapać się który telefon ma przypisany konkretny adres IP (bez patrzenia w ustawienia telefonu). Z reguły na linux'owym desktopie czy laptopie zmiana hostname jest stosunkowo łatwym zadaniem ale w przypadku smartfona z Androidem ten zabieg okazał się niezmiernie trudnym procesem. Jak zatem zmienić hostname telefonu, by można było mu przypisać jakaś w miarę ludzką nazwę?

Jak włączyć IPv6 Privacy Extensions w Debianie (SLAAC)

Protokół IPv6 został opracowany już dość dawno temu, a jednak ilość hostów w internecie komunikujących się za jego pomocą wciąż nie jest zbyt wysoka i oscyluje w granicach 25%. Faktem jest, że migracja z IPv4 na IPv6 może być sporym kosztem dla niektórych podmiotów jeśli chodzi o kwestię związaną z wymianą sprzętu i ze zmianą konfiguracji sieci, co pewnie zniechęca część ISP do wdrożenia tego protokołu. Użytkownicy korzystający z sieci z kolei nie wiedzieć czemu też preferują IPv4 nad IPv6. Jakiś czas temu czytałem nawet artykuł na temat zagrożenia prywatności jakie może nieść ze sobą protokół IPv6. Chodzi generalnie o to, że obecnie wszyscy przywykliśmy do rozwiązania jakie oferuje nam NAT, które jest w stanie utrudnić nieco naszą identyfikację i analizę naszej aktywności w internecie. W przypadku IPv6 adresy IP są dość unikatowe w skali globalnej, a część odpowiedzialna za identyfikację hosta (ostatnie 64 bity) stanowi identyfikator EUI64, który z kolei jest generowany na podstawie adresu MAC karty sieciowej. W taki oto sposób interfejs tej karty będzie miał stały identyfikator EUI64, a hosta będzie można zidentyfikować bez problemu i bez względu na to u którego ISP podłączymy nasz komputer. Rozwiązaniem tego problemu jest mechanizm zwany IPv6 Privacy Extensions. Przydałoby się zatem rzucić na niego okiem i jeśli okaże się użyteczny, to wypadałoby go włączyć w naszym Debian Linux.

Szyfrowanie rozmów i SMS'ów na smartfonie z Androidem (Signal)

Każdy z nas ma już raczej w swoim posiadaniu telefon, czy jego nieco bardziej zaawansowaną wersję określaną mianem smartfona. Te urządzenia to w zasadzie przenośne i do tego bardzo małe komputery, które umożliwiają nam komunikowanie się z osobami na całym świecie. Wykonywanie połączeń głosowych, przesyłanie SMS'ów/MMS'ów czy też korzystanie z Internetu w naszych komórkach od dawna jest już standardem i ciężko byłoby nam się obejść bez tej technologii obecnie. Problem w tym, że nasza komunikacja jest narażona na podsłuch. W przypadku Internetu większość połączeń jest już szyfrowana na linii dwóch klientów (E2E, End To End). Natomiast jeśli chodzi o telefony, to tutaj sprawa kuleje i to bardzo poważnie, bo w zasadzie nasze połączenia głosowe czy SMS'y są do wglądu dla każdych służb, które z jakiegoś powodu uznają, że mogą naruszać naszą prywatność. Jedyna opcja, która jest w stanie zabezpieczyć nas przed tego typu praktykami, to szyfrowanie rozmów. Tak się składa, że jest kilka aplikacji na Androida, które są w stanie realizować tego typu przedsięwzięcie. Jedną z nich jest darmowa i otwartoźródłowa aplikacja Signal, której się przyjrzymy nieco bliżej w tym artykule.

Jak zlokalizować skradziony/zagubiony smartfon z Androidem

Smartfony towarzyszą nam w codziennym życiu praktycznie cały czas. Dlatego też zaczynamy przechowywać w tych urządzeniach coraz to więcej informacji osobistych, które są w stanie dość dokładnie opisać nasze życie prywatne. Co jednak w przypadku, gdy taki telefon zgubimy lub też zostanie nam on skradziony przez kogoś? Gdy chodzi o urządzenia z Androidem, to Google oferuje usługę, która jest w stanie połączyć się z naszym smartfonem i przy odrobinie szczęścia ujawnić nam jego położenie geograficzne lub też pozwolić nam na zdalne zablokowanie systemu w telefonie. Chodzi oczywiście o usługę "Znajdź telefon/smartfon" (find my phone), na którą rzucimy sobie okiem w tym artykule.

Factory Reset Protection (FRP) w smartfonach z Androidem

Kupowanie telefonów czy smartfonów z Androidem z innych źródeł niż oficjalne punkty sprzedaży nie zawsze jest bezpieczną opcją. Gdy nabywamy takie urządzenie od znajomego, to raczej nie powinniśmy się martwić o to, że ten telefon może być kradziony. Niemniej jednak, po zakupie takiego urządzenia, poprzedni użytkownik zwykle resetuje jego ustawienia do fabrycznych, by klient miał świeży system i nie był w stanie uzyskać dostępu do prywatnych danych poprzedniego właściciela smartfona. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nabywca tak odsprzedanego telefonu może mieć pewne problemy ze skonfigurowaniem Androida, bo ten system zwróci mu komunikat: "Urządzenie zostało zresetowane. Aby kontynuować, zaloguj się na konto Google, które było wcześniej synchronizowane na tym urządzeniu", czyli telefon został zablokowany przez mechanizm Factory Reset Protection Lock (FRP Lock). Jeśli znajomy mieszka blisko nas, to naturalnie możemy się przejść do niego w celu zdjęcia tej blokady. A co w przypadku, gdy nabyliśmy urządzenie na odległość? Czy jest jakiś sposób na obejście tej blokady w przypadku smartfonów Neffos od TP-LINK?